Golf
Gdyby mi ktoś kiedyś powiedział: „będziesz grał w golfa”, to odrzekłbym, że albo się ze mnie naśmiewa, albo mnie nie zna. Przez lata myślałem, tak jak wiele osób, że golf to dyscyplina głównie dla bogatych, starszych osób z ogromną ilością wolnego czasu, nie mających nic innego do roboty.
Jak bardzo się myliłem, przekonałem się choćby po przyjeździe do Hiszpanii, gdzie golf jest popularny wśród niemal wszystkich grup społecznych.

Moja przygoda z tą dyscypliną zaczęła się bardzo dziwnie. W Anglii tuż przed upływem kontraktu z Liverpoolem, pakując już niektóre rzeczy w ogrodzie, znaleźliśmy wraz z synem Aleksandrem stary kij golfowy, który prawdopodobnie zgubił poprzedni właściciel domu. Leżał pod choinką! Okazało się, że była to lekko zardzewiała „siódemka”.

Zaczęliśmy więc z Olkiem odbijać w ogrodzie jakieś plastikowe piłki. Później tak nam się spodobało, że przez Internet kupiliśmy cały zestaw kijów z piłkami za około 200 funtów. I już było wiadomo, że połknęliśmy bakcyla o nazwie golf. Teraz w każdej wolnej chwili ruszamy albo na driving range, albo na partyjkę golfa w dzień wolny od piłki.

Dzięki temu mogłem poznać zarówno wielu fajnych ludzi, jak i zawodowych golfistów. Takich, jak chociażby Miguel Angel Jimenez, czy Sergio Garcia, który odwiedził nas przy okazji meczu w Villarreal. Mieliśmy okazję, by porozmawiać, oczywiście o… golfie.
Ten sport to doskonałe połączenie relaksu i spaceru na łonie natury z dodatkowym celem wbicia piłki do dołka. Przestrzegam tych, którzy chcą zacząć grać w golfa: jak już raz Was „złapie”, to łatwo nie puszcza.









