Moje rękawice
Przez lata grałem w rękawicach Adidasa. Jan miał z tą firmą świetne kontakty, jeszcze z czasów olimpiady w Calgary, gdy trenował reprezentację polskich łyżwiarzy szybkich (mój menedżer był kiedyś wziętym trenerem panczenistów, o czym nie wszyscy wiedzą). I wykorzystał je do współpracy ze mną. Jako bramkarz Feyenoordu podpisałem z Adidasem pierwszy kontrakt za pięć tysięcy guldenów. Nie dostałem jednak pieniędzy. Pojechałem do holenderskiej fabryki tej firmy i mogłem sobie wybrać sprzęt. Jego cena netto została odciągnięta od mojej umowy.
W następnym roku dostałem drugie pięć tysięcy jako premię. A że sprzętu mi ciągle brakowało (bez przerwy wysyłałem go komuś do Polski), poprosiłem, żebym te drugie pięć tysięcy też mógł wybrać w naturze. I wtedy Adidas po raz pierwszy zafundował mi rękawice z napisem na przegubach — “Jerzy Dudek”. Gdy je zobaczyłem, ogarnęło mnie miłe, ale zarazem dziwne uczucie. Wszyscy myśleli, że musiałem podpisać kontrakt za ogromne pieniądze. Umowy z każdym rokiem były atrakcyjniejsze. Zacząłem grać w butach, na językach których też było moje nazwisko. Nie czerpałem jednak z tego wielkich profitów. Co roku mój kontrakt był wyższy o pięć tysięcy.
Po przyjeździe do Anglii wciąż byłem związany z Adidasem, choć już na lepszych warunkach obowiązujących na miejscowym rynku, znacznie atrakcyjniejszym marketingowo od holenderskiego. Jednak jakość rękawic przestała mi odpowiadać. Tu często pada deszcz i chwyt piłki nie był taki, jak oczekiwałem. Prosiłem, żeby starali się nad tym popracować. A dostawałem już mnóstwo propozycji z innych firm, głównie angielskich, specjalizujących się wyłącznie w produkcji sprzętu dla bramkarzy. Pomyślałem, że to powinno gwarantować lepszą jakość.
W ubiegłym roku skończył się mój kontrakt z Adidasem. Postanowiłem związać się z firmą Sells Goalkeeper Products, której nazwa pochodzi od nazwiska jej właściciela. Kiedy przysłał mi pierwszą parę rękawic (a zdążyłem przetestować kilka modeli innych producentów), od razu poczułem wielką różnicę. Pewność w rękach, bez względu na to, czy piłka była mokra czy sucha. Wcześniej miałem czasami uczucie, że łapię śliską kostkę lodu. Takie problemy wreszcie się skończyły.
W czerwcu 2004 roku podpisaliśmy umowę. A kiedy zaczęliśmy grać w Champions League, Adam Sells zdradził mi swoje marzenie:
— Sam byłem kiedyś bramkarzem. Ale skończyłem karierę na poziomie amatorskim. Jesteś moim pierwszym zawodnikiem z tak poważnego klubu, w tak prestiżowych rozgrywkach. Chciałbym, żeby rękawice z nazwiskiem Sells uniosły ten puchar. I wierzę, że pomożesz mi zrealizować marzenia. Nawet w tym sezonie.
Mówił to, gdy walczyliśmy jeszcze o wyjście z grupy, dlatego zacząłem się śmiać:
— Chyba nieco przesadziłeś. Pewnie będziesz musiał trochę poczekać.
Ale kiedy przechodziliśmy kolejne rundy, tylko mi powtarzał:
— Naprawdę czuję, że moje nazwisko będzie w Stambule razem z tym pucharem!
Przed meczami z Chelsea zaczął przekonywać:
— Wygracie na sto procent. Już zarezerwowałem bilety do Stambułu. Musicie tam jechać.
Pomyślałem, że może facet zwariował. Jednak nie, bo rzeczywiście pojechaliśmy. I kiedy w rękawicach firmy Sells uniosłem Puchar Mistrzów, miałem poczucie, że nie tylko moje, ale przede wszystkim marzenie Adama się spełniło. W sukces zaczął wierzyć dużo wcześniej od piłkarzy Liverpoolu.
(fragment książki “Uwierzyć w siebie. Do przerwy 0:3”)
KONKURS NOWOROCZNY!
PYTANIE: W którym roku odbył się finał Ligi Mistrzów w Stambule, w którym Liverpool pokonał AC Milan po rzutach karnych?
a) 2004
b) 2005
c) 2006
ODPOWIEDZI PROSZĘ PRZYSYŁAĆ na adres kontakt@jerzydudek.eu.
DO WYGRANIA dwie bluzy bramkarskie Realu z moimi autografami.








